niedziela, 7 czerwca 2015

Miasto Warszawa


Jadę autobusem uważnie patrząc przez okno i podziwiając majestat szklanych wieżowców, niedziela, późna godzina – około 22, robią wrażenie. Nie jeden oddałby wszystko za swoje 5 minut tutaj. W jednym z nich, a potem w następnym i kolejnym widzę pojedyncze światła pozapalane jak lampki na choince w powypalanym komplecie, a w nich anonimowych Kowalskich uczestniczących całymi dniami, bez chwili wytchnienia w wyścigu szczurów. Właśnie dlatego czuje się obco w stolicy.
Czemu Warszawiacy są inni? Nie są, bo czemu niby? Nie brali udziału w genetycznych eksperymentach jak Incredibile Hulk czy Captain America, to czemu natomiast czuje się tak obco w tym mieście, tak, jak w żadnym innym? Jadąc metrem nigdy nie mam poczucia anonimowości, jakie powinno mi toważyszyć w tak dużym mieście jak te. Czemu tak się dzieje? Sądzę, że właśnie dlatego, że nie chcę być jednym z nich. Jednym z tych Janów Kowalskich, którzy w pogoni za każdą złotówką zatracają się powoli w pracy, ambicjach i pragnieniach bycia tym najlepszym, nie dostrzegając nic poza tym.
Warszawska pogoń za pieniędzmi przypomina mi wygłodniałe lwy na sawannie, walka bez żadnych zasad i wartości.
Czemu ten gatunek ludzki, jak żaden inny, jest tak spragniony sławy, pieniędzy i statusu społecznego? Może to sama Warszawa w swej istocie tego wymaga? Przecież “jestem ze stolicy”a to chyba zobowiązuje....




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz