Internet-właściwie co to słowo oznacza? Rozkładając je na czynniki pierwsze „Inter”- oznacza „między”, natomiast „net”-jest skrótem od ”network”- oznaczającego sieć - uzyskujemy więc „międzysieć”. Słowo „sieć” jest tutaj niezwykle ważne gdyż wszyscy obecnie żyjący ludzie dają się w tą sieć złapać, mniej lub bardziej świadomie. Moją dość śmiałą tezę tym co zauważyłem ostatnio na popularnym portalu społecznościowym „facebook”.
Facebook dla jednych jest miejscem w którym możemy znaleźć przyjaciół z dzieciństwa, kolegów z dawnej szkoły, odnowić dawne kontakty. Jest to fantastyczne, że technologia pozwala nam na utrzymanie więzi z tymi, którzy są tysiące kilometrów od nas.
Dla tych drugich jednak facebook jest miejscem publicznego obnażania swojego życia, dzielenia się wszystkim co się dzieje dookoła nich, a często nawet uzależnieniem.
W dobie internetowych znajomości, portali randkowych, „facebookowe związki” nie są niczym niespotykanym. Coraz częściej widzę osoby które każdym mniej lub bardziej poważnym kryzysem dzielą się ze swoimi znajomymi tym samym ograbiając siebie i swojego partnera z resztek godności. Gdy widzę jak dziewczyna radzi się na Facebooku swoich koleżanek czy ma zerwać ze swoim chłopakiem, podczas gdy ten może swobodnie we wszystkim „uczestniczyć” poprzez ekran komputera, zastanawiam się dokąd zmierza ten świat. Ale czego można oczekiwać po społeczności 21 wieku, która żyje szybko, szybko kocha i tak samo szybko się odkochuje. Jestem w tym wieku, że część z moich kolegów ma już żony i dzieci, koleżanki natomiast albo są w ciąży, albo już posiadają co najmniej (!) jedno dziecko. Nie zrozumcie mnie źle, nie ma w tym nic złego. Nie rozumiem tylko dlaczego bombardują mnie oni niejako zdjęciami ich pociech, informacjami na temat stanu zdrowia potomka, kolorze kupki czy terminie umówionej wizyty u lekarza. Czasem czuje, że wiem o ich dziecku więcej niż o własnej siostrze czy bracie. Czy ludzie w dzisiejszych czasach dobrowolnie oddali swoją prywatność "na cele Facebook'owe"?
Też kiedyś byłem osobą, która dzieliła się prywatnymi szczegółami z życia na Facebook'owej stronie głównej. Tyle tylko, że u mnie były to nie zdjęcia dzieci czy żony, ale zdjęcia z imprez ze znajomymi. I dziś nie widzę niczego złego jeżeli co jakiś czas ktoś udostępni jakieś zdjęcie czy status, od tego przecież Facebook jest - żeby dzielić się ze znajomymi tym co się u nas dzieje.
Obecnie jednak zrobiłem sobie swoistego rodzaju odwyk od Facebooka. Spokojnie, nie usunąłem konta - to w dzisiejszym świecie byłoby postrzegane w kategoriach społecznego samobójstwa. Mój odwyk polega na tym, że w ciągu ostatnich 6 miesięcy udostępniłem 8! - słownie OSIEM piosenek na mojej tablicy, usunąłem zdjęcie profilowe oraz usunąłem połowę znajomych, z którymi nie utrzymywałem albo nie mam dłużej zamiaru utrzymywać kontaktu. Pytany o powody tłumaczę, że pewnego dnia zobaczyłem, jak bardzo moje życie kręciło się wokół "Fejsa" i nie spodobało mi się to, w jaki sposób trzyma on nade mną władzę. Od tego momentu, to ja dyktuje warunki i mówię co, gdzie i kiedy zechcę upublicznić. Polecam taki odwyk każdemu, bo wtedy człowiek ma czas na inne rzeczy, łapie się swego rodzaju dystans do tego co dzieje się w "wirtualnej wiosce".
Facebook dla jednych jest miejscem w którym możemy znaleźć przyjaciół z dzieciństwa, kolegów z dawnej szkoły, odnowić dawne kontakty. Jest to fantastyczne, że technologia pozwala nam na utrzymanie więzi z tymi, którzy są tysiące kilometrów od nas.
Dla tych drugich jednak facebook jest miejscem publicznego obnażania swojego życia, dzielenia się wszystkim co się dzieje dookoła nich, a często nawet uzależnieniem.
W dobie internetowych znajomości, portali randkowych, „facebookowe związki” nie są niczym niespotykanym. Coraz częściej widzę osoby które każdym mniej lub bardziej poważnym kryzysem dzielą się ze swoimi znajomymi tym samym ograbiając siebie i swojego partnera z resztek godności. Gdy widzę jak dziewczyna radzi się na Facebooku swoich koleżanek czy ma zerwać ze swoim chłopakiem, podczas gdy ten może swobodnie we wszystkim „uczestniczyć” poprzez ekran komputera, zastanawiam się dokąd zmierza ten świat. Ale czego można oczekiwać po społeczności 21 wieku, która żyje szybko, szybko kocha i tak samo szybko się odkochuje. Jestem w tym wieku, że część z moich kolegów ma już żony i dzieci, koleżanki natomiast albo są w ciąży, albo już posiadają co najmniej (!) jedno dziecko. Nie zrozumcie mnie źle, nie ma w tym nic złego. Nie rozumiem tylko dlaczego bombardują mnie oni niejako zdjęciami ich pociech, informacjami na temat stanu zdrowia potomka, kolorze kupki czy terminie umówionej wizyty u lekarza. Czasem czuje, że wiem o ich dziecku więcej niż o własnej siostrze czy bracie. Czy ludzie w dzisiejszych czasach dobrowolnie oddali swoją prywatność "na cele Facebook'owe"?
Też kiedyś byłem osobą, która dzieliła się prywatnymi szczegółami z życia na Facebook'owej stronie głównej. Tyle tylko, że u mnie były to nie zdjęcia dzieci czy żony, ale zdjęcia z imprez ze znajomymi. I dziś nie widzę niczego złego jeżeli co jakiś czas ktoś udostępni jakieś zdjęcie czy status, od tego przecież Facebook jest - żeby dzielić się ze znajomymi tym co się u nas dzieje.
Obecnie jednak zrobiłem sobie swoistego rodzaju odwyk od Facebooka. Spokojnie, nie usunąłem konta - to w dzisiejszym świecie byłoby postrzegane w kategoriach społecznego samobójstwa. Mój odwyk polega na tym, że w ciągu ostatnich 6 miesięcy udostępniłem 8! - słownie OSIEM piosenek na mojej tablicy, usunąłem zdjęcie profilowe oraz usunąłem połowę znajomych, z którymi nie utrzymywałem albo nie mam dłużej zamiaru utrzymywać kontaktu. Pytany o powody tłumaczę, że pewnego dnia zobaczyłem, jak bardzo moje życie kręciło się wokół "Fejsa" i nie spodobało mi się to, w jaki sposób trzyma on nade mną władzę. Od tego momentu, to ja dyktuje warunki i mówię co, gdzie i kiedy zechcę upublicznić. Polecam taki odwyk każdemu, bo wtedy człowiek ma czas na inne rzeczy, łapie się swego rodzaju dystans do tego co dzieje się w "wirtualnej wiosce".
Nie wiem czy to moje postrzeganie świata jest „staromodne” czy jest to wina świata który codziennie coraz bardziej wymyka nam się z naszych rąk. Jedno wiem na pewno: Jeżeli świat dalej będzie szedł w tym kierunku - obdzierania się z prywatności i ciągłej potrzeby "uczestniczenia" w wirtualnym świecie, to grozi nam nie tyle koniec świata, co koniec więzi międzyludzkich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz